Wsadzili mnie na konia i pojechałam. Okolice Puszczy Kampinowskiej. Podobało mi się. Okazało się że wszystkie te lekcje stępokłusa na dresiarskich koniach (które to konie i lekcje przyprawiały mnie o lęki nocne i moczenia dzienne), dały efekt wymierny w postaci lepszego dosiadu. Zdecydowanie mam oparcie na strzemieniu i stabilniejszą łydkę. Dzikie galopy w półsiadzie nie sprawiły mi trudności. No, poprawiłam sobie humor, bo myślałam że nic nie potrafię. A tu taka niespodzianka.
Nie mam pomysłu na Andaluzję. Znowu kuleje. W czarnym kopycie po moczeniu w armexie ujawniła się DZIURA głębokości ok 5 cm z twardym dnem. Do tego mamy po tej stronie dziwnie pofalowaną ścianę wsporową. Co to jest? Jakiś ślad po ropniu?
W białym kopycie niby fajnie niby ładnie. Piętki są w miarę równo...
Ale po dogłębny sprawdzeniu okazuje się że w tym bardziej skośnym kącie wsporowym wykruszyła się podeszwa zapraszająca do obniżenia tej części kopyta (czyli znowu kopyto stanie się bardziej skośne).
A po oglądnięciu kopyta z innej perspektywy okazuje się że kopyto takie chce być. I tutaj widać że obie części nie są równe.
JAKIEŚ SUGESTIE?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz