piątek, 17 stycznia 2014

Jak łatwo stracić 50 zł i 5 kilogramów

Zachęcona fejsbukowym wpisem skusiłam się na internetową konsultację z panem X. Pan X schudł ok 30 kilogramów i teraz cieszy się pięknym jędrnym ciałem, dodatkowo rzeźbionym w pocie czoła na siłowni.

Co mnie skłoniło? Cóż, po świętach zostały mi nadbagażowe kilogramy. Postanowiłam więc zakupić dietę od Pana X. A nóż czegoś ciekawego się dowiem?

Do tego miałam otrzymać wsparcie. Miałam. Bo zakończyło się na wymianie kilku wiadomości. Otrzymałam też jadłospis jednodniowy. O kaloryczności 800 kcal. Oparty na białku. Ilość węglowodanów - 19 g, tłuszcze 30 g , białko 125 g.
I to tyle. Acha i 50 złociszy poszłoooo...

Nie tak miało być. Byłam przygotowana na wyzwanie, ale nie na szaleństwo. Jeśli jesteś zawodnikiem i właśnie wytapiasz resztki tłuszczyku przez pokazem to możesz sobie pozwolić na takie akcje. Ale ja nie mam body fatu ;) na poziomie 12%, tylko 30%.

I jak zwykle musiałam zasiąść do diety sama. Wyciągnęłam starą wagę, tabelki i liczę...
Wywaliłam z menu kasze (ziemniaków i zbóż poza świętami, nie jem). Jem ok 1300 kcal (ciut poniżej mojej podstawowej przemiany materii, nawet te 1300 kcal jest ryzykowne). Do tego obcięcie węgli do 30 g (liczę tylko warzywa korzeniowe, dynię, resztę warzyw jem do oporu) i liczenie tłuszczy też do 30 g.

W ciągu tygodnia ogólna tkanka tłuszczowa zmniejszyła się z 31% do 30,4%. Jeszcze 0,6% tłuszczu i wrócę do wyglądu przedświątecznego. A potem... Potem wracam do biegania. I wybiorę się na siłownię w końcu. I umówię z trenerem na konsultacje, jak rzeźbić pupę ;)

Reasumując. Za ok 3 tygodnie powinnam wrócić do starej wagi. Szkoda tych 50 złotych, ale wydałam je na nauczkę dla siebie. Po pierwsze. Jeśli się nie pilnuję (wspomniane zboża i ziemniaki w pysznym duecie ze świeżym masełkiem, to dla mnie zuo), kg wrócą. Po drugie. Zaufaj sobie :)

Pogrubiona ja



PS
W dniu porodu ważyłam 93kg. Półtora roku później wlazłam na wagę, która pokazała 81 kg. Potem zaczęło się kombinowanie z dietami, a potem bieganie. I tak walcząc z upartą materią powoli obniżam masę równie upartego ciała. Zapraszam do zakładki odchudzanie. Tam jest więcej.

6 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Ech, nie ma czego lubić :(

      Usuń
    2. jest, jest, motywujesz jak mało kto Mila! :)

      Usuń
  2. Świetny blog, będę wpadać częściej. Zapraszam do mnie :)

    OdpowiedzUsuń
  3. mi najbardziej imponujesz tym, że biegasz :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wczoraj zapisałam się na 10 km w bremen

      Usuń