Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bieganie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą bieganie. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 października 2014

Enzo jesienią

​Wczoraj zgodnie z założeniem poszłam poszurać. Jakiś dramat. Dno i 7 metrów mułu. W nagrodę za leśne bieganie znalazłam 4 prawdziwki i kilka podgrzybków. Zrobiliśmy na kolację duszone grzybki. Ja zjadłam same, rodzina z chlebkiem.
Mam kilka zdjęć mojego Brzydala. Rośnie i mężnieje. Pomimo wieku 4,5 lat. Taki późno dojrzewający okaz mi się trafił. Do tego z powodu (byłego już) zarobaczenia wytarł sobie ogon. Aktualnie odrasta mu już włosie i ma na końcu rzepa śmieszny pęczek włosków. Ogonek biedny pozostanie jeszcze kilka ładnych miesięcy. Brzydal. Po prostu brzydal :)





sobota, 28 września 2013

Do startu na 10 km jeszcze tylko 7 dni, a plan leży i kwiczy

Po trzech tygodniach chorowania, opadów i ogólnej degrengolady zebrałam się w końcu i wyszłam z jaskini. Plan był taki: spokojne 5 km, a jak dam radę i się nie uduszę, to spróbuję więcej. Trasa ulubiona. Po lesie. I tu jest pies pogrzebany. A raczej grzyb urośnięty.

Gdzieś tak na 3 km postanowiłam zboczyć z głównej ścieżki i zrobić sobie małą przebieżkę po leśnym poszyciu. Znaczy: korzenie, wykroty mech... taka sytuacja. Rozumiecie. I po kilkunastu metrach zobaczyłam - go. Był duży, jędrny i kusił brązową aksamitną skórką. I był bez robaków (jak się potem okazało). No i poszło. Przez następne 20 minut łaziłam po chaszczach, co jakiś czas przykucając. Nie z powodu zapalenia pęcherza. Oj nie. Urzekły mnie dary lasu.

Summa summarum przebiegnięte w miarę szybko 3 km. Powrót w tempie 7.30 min/km z bluzą pełną grzybów. I uśmiechem na gębie. Cóż, jutro wyjdę na 10 km po asfalcie, żeby nie kusić losu. Może nawet sobie zamontuję takie klapki jak mają konie. Plan biegowy trza realizować. szkoda by było 4 miesięcy przygotowań. Na bieg w Bremen szykuję się na 65 minut. Mam nadzieję że dam radę.

Urzekające jesienne chmury (jeśli Ciebie nie urzekają to pamiętaj że Słowacki wielkim poetą był).

Dary lasu zawinięte w bluzę biegową. To dzięki niej jakoś je doniosłam. W innym wypadku miałabym do wykorzystania skarpety i majty. Przy czym tylko gacie, może by się jakoś nadały.

Obrane. Okazało się, że mniej więcej po równo prawdziwków i podgrzybków.

Zupa grzybowa na domowym rosole. Do tego wszystko podduszone ma maśle, z estragonem i gałązką tymianku. Mmmm...


poniedziałek, 2 września 2013

Najpiękniejsza trasa biegowa :)

Szurnęłam się dookoła jeziora Zeller See (w sumie to takie masło maślane mi wyszło). I powiem że to najpiękniejsza trasa biegowa jaką miałam przyjemność się przemieszczać! Krystalicznie czyste jezioro, przepiękne szafirowe łąki. I majestatyczne Alpy. I dołożyli jeszcze lodowiec ;) A na ósmym kilometrze cicho szemrało źródełko z wodą do picia dla biegaczy i kijkarzy (przynajmniej tak głosił napis). Aż człowiek miał ochotę krzyczeć - JAK CUDNIE!  Razem z ostatnim wyścigiem ze średnim tempem 5.30 min/km, wyjazd w Alpy okazał się być cudownym doznaniem biegowym.

Podsumuję tabelkowo siódmy tydzień.




sobota, 31 sierpnia 2013

Zell am See - jestem stalową dziewczynką

Dziś krótki wpis, bo na internet czekają dzikie hordy dzieci XXI wieku z syndromem odstawiennym.

Dziś przeszurałam. Wróć. Przebiegłam - 4,2 km. Bieg był organizowany dla pań towarzyszących swoim Ironmenom. Tak żeby nam się nie nudziło ;) pomiędzy pomaganiem w zakładaniu łańcucha, numerów startowych na rower, montowaniem liczników, zapełnianiem bidonów, zapinaniu pianek i robieniu zdjęć. Acha. I gotowaniem makaronów.

Co do samego biegu, to nie wiem dokładnie ile minut (ale zeszłam poniżej 24 minut, czyli dopięłam mojego małego celu), bo nie mierzyłam czasu. Zrobiłam kolejny postęp. A na mecie byłam w naszej maleńkiej czteroosobowej grupce (która utworzyła się na ostatnim kilometrze) na pierwszym miejscu. Taka wisienka na torcie.

Oficjalne wyniki podam jak tylko je otrzymam.

Nasza grupka

Wyyyyprzeeedzammm...

I dziewczyna Ironmena

niedziela, 25 sierpnia 2013

podsumowanie 6 tygodnia (plan biegowy na 10 km)

Dzisiaj bardzo przyjemne podsumowanie.
Mija mi dokładnie połowa przygotowań do biegu na 10 km w Bremen. Ten tydzień przyniósł mi dużo zadowolenia. Mam wymierne efekty mojej pracy.

Po pierwsze - Verdenstadtlauf na 3,94 km przebiegłam w 23.31 minuty :) Co dało mi 22 czas pośród kobiet (na 62 startujące). Moje tempo wyniosło poniżej 6 minut na 1 km. Cyferki o jakich nie śmiałam dwa miesiące temu marzyć. Wyprzedziłam 16 panów w tym kilku młodszych. Fajnie.

Po drugie - wczoraj na treningu postanowiłam zobaczyć czy uda mi się pokonać 10 km w mniej niż 70 minut. Udało się w 69 :) Przez cały czas średnie tempo nie było większe niż 6.56 minut/1 km (tętno średnie 160 uderzeń/min, maksymalne 174 uderzenia/min). Przywitałam się bardzo konkretnie z 6 z przodu. Co mnie cieszy.

W tym tygodniu czeka mnie jeszcze wyjazd do Austrii i bieg na 4 km. Ciekawe jaki tym razem będzie wynik? Może poprawię czas z Verden?

W mojej tabelce pojawił się jeszcze 1 kolor. Różowy- oznacza aktualny rekord. Wierzę że różowa kratka pojawi się na końcu tabelki :) Mam cichą nadzieję na 67 min na 10 km w październiku. Poza tym, widać że jeśli chodzi o dywanówki (tj ćwiczenia z Jillian) - leżę brzuchem do góry. 

niedziela, 18 sierpnia 2013

Podsumowanie 5 tygodnia

Dziś z dużą ulgą zamknęłam tydzień biegalniczy. Na 5 km spotkałam prawdziwych biegaczy i przez km trzymałam się im na ogonie. Dobrze że skręcili bo miałam już mroczki przed oczami i tętno w okolicy 95% hr max. Dzięki temu przez pozostałe 3 km miałam taką kolkę, że wyglądałam jak ofiara biegunki (nie bolało tylko kiedy biegłam zgięta w pasie). A musiałam biec bo:
a) małż o 11 musiał wyjechać bo bierze udział w sztafecie triathlonowej
b) chciałam poszpanować
c) no i musiałam ten tydzień zamknąć.

Wczoraj w przypływie hurra-optymizmu zapisałam się na bieg miejski w Verden. Za to dziś stwierdzam, że jestem chwiejna w uczuciach i już nie chcę. Ale musztarda po obiedzie. Biegnę w przyszły piątek.

Taką piękną tabelkę wykonałam. Po prawej są opisane oznaczenia kolorów :)


Co jeszcze - nie mam czasu na liczenie kalorii na cały dzień, to bilansuje sobie dwa posiłki do 400 kcal i dwa posiłki zastępuję das Gesunde Plus Diät Vitalkost

W praktyce wygląda to tak:
10.00 śniadanie (najwięcej węgli, zazwyczaj kasza jaglana z owocami, aktualnie faza na śliwki + ksylitol do max 400 kcal)
12.00 przekąska kawa z mlekiem ryżowym (50 kcal)
13.00 - 14.30 trening (bieganie naprzemiennie z "a co tam mi przyjdzie do głowy")
15.00 Vitalkost (204 kcal)
19.00 kolacja (max 400 kcal) raczej mięso/ryba z warzywami
21.00 Vitalkost (204 kcal)

Do tego zjadam olej rybi w kapsułce, spirulinę i wit z grupy B oraz magnez. Jak jestem głodna to dodaję sobie w międzyczasie przekąski. Owoc, warzywo, albo w fazie Fressatacke - batonik proteinowy (45% białka).
Całe menu dzienne to ok 1300 -1400 kcal (z ew przegryzkami 1600 kcal).

środa, 14 sierpnia 2013

tydzień 4 planu biegalniczego

Wklejam zaległe podsumowanie. Na czerwono plan niewykonany. No trudno, nikt nie jest idealny. Jestem leniuszkiem ;) Ale obiecuję mocną poprawę.

Bieganie w oparciu o tętno powyżej 162 daje mi nieźle w kość. To już nie jest miła i przyjemna przebieżka. Ale za to jestem szybsza. Wierzę że 5,59 min/km będę biegać! A co! Przeklęta 8 z przodu (tempo 8  min/km) nareszcie mnie opuściła. 7 pojawia się sporadycznie. W 70% przypadków witam się z 6. Teraz trzeba zejść na trwale do 6.30 min/km. Pracuję nad tym.

Waga w okolicy 59 kg. Pilnuję i utrzymuję.




wtorek, 13 sierpnia 2013

Jest 500 :)))

Mam gości, więc nie wypada mi siedzieć długo przed kompem. Jak sobie pojadą to napiszę więcej. Bo sporo się działo. Byliśmy oglądać konie i na basenie i biegać... Fotorelacja później.

A tymczasem chwalę się że wczoraj przeszurałam 500 kilometrów.


Treningowo, z uwagi na gości, wykonuję tylko plan biegalniczy.


wtorek, 6 sierpnia 2013

Rzutem na taśmę Zeller See

Zostałam zapisana na 4 km nad jeziorem Zeller.
Znaczy małż mnie zapisał. Może chciałby zatrzeć negatywne pierwsze wrażenie?

W każdym razie trasa będzie malownicza, atmosfera ma być fajna i liczę że będę się lepiej bawić. 
Start 31 sierpnia o 15.00, trzymajcie kciuki. W zeszłym roku najlepsza kobieta miała czas 16 minut. Ja bardzo, bardzo, bym chciała przybiec 10 minut później.

A tak poza tym to u nas dalej gorąco. Dziś nie wstałam rano, więc pójdę poszurać wieczorem. Dziś mam w planie podbiegi, ale górka jest w lesie. W lesie będzie ciemno wieczorem. Więc chyba zamienię wtorek z czwartkiem. I poszuram drogą dla rowerów, która jest o tej porze przyjaźniejsza.


niedziela, 4 sierpnia 2013

Mój strat. I tygodniowe podsumowanie.

No i pierwsze koty za płoty. Na pewno wolę sama jechać (bez dziecka i małża). Nie ogarniam sytuacji po prostu.
Sam bieg był specyficzny, nie mam pojęcia ile osób startowało. Wydaje mi się że część zrezygnowała z powodu upału. Bieganie w okolicy południa, po asfalcie, w ekstremum letnich temperatur, nie jest szczytem marzeń. Na szczęście na mecie mile zaskoczył mnie chłodny prysznic ze zraszacza do trawy.
Czas od startu do mety wyniósł 29 minut. Ale GPS zeznał że przeszurałam mniej niż 5 km. Więc nie wiem komu wierzyć. Jako malkontentka skłaniam się ku opcji mniej niż 5 km.

W każdym razie prawdziwe zawody w październiku. Tada! Dowód poniżej.


Plan treningowy w tym tygodniu wykonany. Wszystkie krateczki zielone :)
Tętno powyżej 163 daje mi nieźle popalić. Oj skończyło się moje szuranie... Teraz nie przypominam zombiaka, ale raczej uciekającą mu ofiarę. W każdym razie staram się.

I szczęśliwa finiszerka ;) Woooodaaa....

 Acha, to jest niemiecka koszulka "S"

czwartek, 1 sierpnia 2013

Pokonana z wykałaczką

Zabrałam się za to insanity porwana nazwą. I niestety.
Moja wykałaczka nie podołała słońcu. Bo to, co sobą sportowo reprezentuję, to nawet nie jest łopata. To nawet nie stylisko. To marna drzazga.

Z podkulonym ogonem wróciłam do swojego miejsca w szeregu. Zamieniłam ćwiczenia na Jillian Michaels:
30 Day Shred: Level 1 
6 Week Six-Pack Abs Workout: Level 1

Biegowo, realizuję plan z ozorem na wierzchu. Ostatnie bieganie wg pulsometru (tętno do 172) dało mi tak w kość, że się ledwo doczołgałam do domu. Dzisiaj zamieniłam bieganie z soboty. W sensie w sobotę biegnę to co w czwartek. A dziś to co w sobotę.

Dietowo przeprowadziłam eksperyment. Natknęłam się na książkę "Dlaczego Tyjemy" - Gary Taubes.
Pan autor udowadnia, że za tycie odpowiedzialna jest insulina. I jeśli tylko ustabilizujemy jej poziom, to tyć nie będziemy. Czyli jemy mało cukrów, dużo białek i tłuszczy. No to ja, na fali entuzjazmu (niestety fala okazała się być falą tsunami). Ograniczyłam węgle do 30 gramów na dzień. I radośnie niczym świnka zaczęłam zajadać się mięskami, serami i innymi wysokoenergetycznymi produktami.
Po tygodniowej kontroli wagi, okazało się że mój pomysł przyprawił mi dodatkowe 1,5 kg. Super, powiadam, super pomysł miała Malkontentka. Policzyłam na kolanie. Codziennie zjadałam lekko ponad 4000 kcal. To sobie poszalałam ;)

Wracam więc do mojego żmudnego liczenia każdej marnej kalorii oraz pilnowania ogólnego spożycia węglowodanów na jak najniższym, nierzutującym na kondycji, poziomie.

W skrócie w moim menu będą gościć:
  • białko zwierzęce i ryby
  • warzywa
  • tłuszcze roślinne
  • jaja przepiórcze
  • i (jak zajdzie potrzeba) kasze
Reasumując - tydzień prób, na których się dużo nauczyłam.

I jeszcze specjalnie dla Was kolorowa tabelka treningowa. Na zielono zrobione.


poniedziałek, 29 lipca 2013

Urodzone ziemniaki kanapowe

Pozwolę sobie sparafrazować tytuł kolejnej po "Bez Ograniczeń" pozycji na mojej liście sportowych lektur.
Chodzi o książkę "Urodzeni Biegacze", rzecz o ultramaratończykach.

Najbardziej trafił mi do serca fragment traktujący o tym, że prawdziwy biegacz kocha życie i innych ludzi. Że to dobra dusza, która pragnie miłości i wolności. Dla wszystkich.

Ale do rzeczy. Ludzie przedstawieni na kartach książki to w większości osoby, które wstały z kanapy, założyły buty do biegania, lub sandały ze starej opony i ... zaczęły biegać codziennie po kilkadziesiąt kilometrów. Po prostu urodzeni biegacze.

A ja powiem Wam, że mogę wstać z łóżka, założyć papucie i codziennie spędzić przed telewizorem kilka godzin. Po prostu urodzony ziemniak kanapowy. Bez przygotowania. Ha!!! Mogę być nawet, jak się przyłożę, ultra ziemniakiem kanapowym. Myślę że dałabym radę spędzić tak dobę. Z przerwą na siusiu.



.....



Insanity to rzeźnia

niedziela, 28 lipca 2013

Hardcore dopiero się zacznie!

Ha, dostałam w prezencie Insanity.
To zestawy ćwiczeń oparte na interwałach. Będzie ciekawie :)

Jutro robię test (będzie pot, krwi i łez nie przewiduję).
Program jest rozpisany na 6 dni w tygodniu, ćwiczy się ok godziny. Z uwagi na to że biegam, rozdzieliłam Insanity pomiędzy biegania. Liczę że poprawię siłę mięśni i wytrzymałość. No i wzmocnię ramiona.

Na zielono plan wykonany :)
Tabelka jest jasna (cyferki typu "156-172" to moje tętno, 5' 5 minut biegu przy tętnie x)?


czwartek, 25 lipca 2013

5 km w sierpniu i 10 km w październiku!

Tak, tak, zapisałam się na biegi uliczne. A tak się boję rywalizacji, skompromitowania się i tego że mnie tłum wyśmieje (co jest bzdurą, ale we mnie głęboko siedzi).

 Tutaj pomoże tylko praca nad głową i może trochę wina. I śpiew. I  miłość. Chociaż wina nie za dużo , bo dziś przez to boli mnie głowa.

Małż wczoraj dzwoni:
-Kochanie, wiesz, że przegapiliśmy coś ważnego?
-Mężu, czyżby "Kac Vegas 2"
-Rocznicę ślubu...

Dziecię zakupiło mi strój kąpielowy. W kwiatuszki. Przy okazji zaprezentuję wraz ze zdjęciem porównawczym. Dobry kierunek :)))

Pani po lewej - przed bieganiem, pani w środku maj 2013, pani po prawej lipiec 2013.


niedziela, 21 lipca 2013

1/12 ukończony

Pierwszy tydzień z dwunastu zaliczony.

-wtorek 38 minut w tempie 7.25 min/km
-czwartek 33 minuty w tempie 7.45 min/km
-niedziela 42 min w tempie 7.23 min/km

-do tego raz ćwiczenia ze sztangielkami, raz callanetics (tutaj zamierzam wprowadzić naprzemiennie z dniami biegowymi callanetics i sztangielki).

wtorek, 16 lipca 2013

12 tygodniowe wyzwanie 1/12

Decyzja zapadła. Za 12 tygodni malkontentka wystartuje w biegu ulicznym na dystansie 10 km.

Plan treningowy ściągnięty bieganie.pl (normalnie jest rozpisany na 15 tygodni) i dostosowany do warunków czasowych. Opieram się na zakresach tętna. Te % określają maksymalne tętno. Tj. 75% maksymalnego tętna.

Od dzisiaj pierwszy trening.

Moje zakresy. Kalkulator znajdziecie na www.bieganie.pl
Wylicza w oparciu o najlepszy czas na 10 km, wiek i płeć.

środa, 10 lipca 2013

Bieganie lipiec 2013

Dzisiaj dostałam od koleżanki zadanie do wykonania.
Prze 1 km miałam biec na 80 % moich możliwości.
Najpierw 2 km truchtu, potem 1 km sprawdzian, potem sobie potruchtałam, po przeszuraniu łącznie 5 km się porozciągałam a potem już wooolno poczłapałam do domu.

Jestem zadowolona, bo widzę że mogę faktycznie zejść poniżej 6 min/km na nieco dłużej niż 7 minut kłusowania.

Wrzucę jeszcze zrzuty z Garmina.
Na pomarańczowo sprawdzian. Był po lesie. Początkowy trucht po asfalcie, myślę że gdybym biegła po drodze poszłoby mi nieco szybciej.

Tętno na sprawdzianie pomiędzy 163 a 172

czwartek, 6 czerwca 2013

27 Dni diety warzywno owocowej



Witam w ten piękny deszczowy dzień. Pogodynka na szczęście zapowiada, że od weekendu ma być lepiej. Może pogoda nam nad morzem dopisze. 
Moja dieta przebiega sobie w miarę spokojnie. Wczoraj zjadłam i wypiłam:
Kalarepa
Barszczyk z młodych warzyw (jedzony 3 razy w ilościach dużych)
Surówka z kiszonej kapusty, jabłka i cebuli przyprawiona kminkiem
Sagan zielonej herbaty
Pół litra soku z młodej kapusty, liści marchwi, marchwi, liści rzodkiewki, papryki czerwonej, botwinki
Kawa z cykorii x 3 małe szklanki
Ok 40 dag pomidorów
Dwa kiszone małosolne ogórki
Rzodkiewka – mały pęczek

Rano zaczęła mnie boleć głowa, podczas biegania nieco przeszło, wieczorem trochę gorzej. W nocy czułam się źle. Do tego miałam alergiczny katar, bo Bu bawił się mega zakurzonymi klockami lego. Dziś je umyłam w wannie, więc powinno mi przejść. Aktualnie głowa dalej boli, kataru nie ma, za to mam podkrążone oczy. Ale wróćmy do dnia wczorajszego...

Ruch – bieganie 10 km, ze średnim tempem 7.31 min/km (czas ruchu). Kondycja w miarę poprawna. Czekam na pogodę żebym mogła przetestować nowe buciki do szurania :) Bo na to błocko to mi ich szkoda.

wtorek, 28 maja 2013

18 dni diety warzywno owocowej

Witam chłodno, nawet ozięble. Dziś rano termometr wyznał, że 4 stopnie są.
W piątek jedziemy do Polski - małż będzie starował w ćwiartce Ironmena. Bardzo, bardzo jestem z niego dumna i mocno trzymam kciuki! Wy też trzymajcie!

Dieta mija bezstresowo. Samopoczucie bez zmian - dobre. Wczoraj wrzuciłam na ruszt:
Kubeł białej herbaty x 2
Grapefruit
Sałatka z cukinii, papryki, kiszonego ogórka, pory, pomidorów, doprawiona octem jabłkowym
Duszona pora z cukinią
Zupa ogórkowa (3 marchewki, pół pasternaku, kalarepka, seler naciowy, mały por, ogórki kwaszone plus zalewa)
Jabłko małe x 2

Pewnie wspominałam, ale postanowiłam wrócić na ścieżkę lakto-ovo-wegetariańską. W zamierzchłych czasach spodobała mi się idea niejedzenia mięsa. Niestety mój wegetarianizm to było jedzenie obiadków mamusinych (zawsze są wspaniałe) bez produktów zwierzęcych. Czyli np. ziemniaki i mizeria. O odpowiednim zbilansowaniu posiłków nie miałam co marzyć. Nic dziwnego, że szybko opadłam z sił i się zniechęciłam.

Ale do rzeczy. W związku ze zmianą diety zakupowo poszłam na całość. Na pierwszy rzut poszła kiełkownica oraz nasiona do kiełkowania (strączkowe, brokuł, rzodkiew, zboża).
Do tego pięć toreb kaszy gryczanej surowej, pięć torebek kaszy jaglanej, mąka sojowa mała (non GMO), mąka kokosowa, makaron shirataki, olej z wiesiołka, omega 3 roślinne, spirulina… Ech będzie maksymalnie zdrowo. Bo zdrowo umiarkowanie to już jest.

Pogoda nie dopisuje, wyrwałam się na bieganie pomiędzy opadami deszczu. Postanowiłam zobaczyć niewidzianą dzielnicę miasteczka, a potem dobiec do lasu i wrócić (ok 10 km planowane). I wiecie co. Zgubiłam się. Musiałam pytać autochtonów gdzie jest moje miasteczko. A oni robili wielkie oczy. I mówili. "Pani kochana, toć to hen, hen daleko! Za górami i za lasami. A po drodze żyją smoki". W końcu mi się udało dotrzeć do znajomej okolicy. W międzyczasie dopadł mnie deszcz. Trochę sponiewierał wiatr. I chciał rozjechać koń.
Przeszurałam 14 km, 2 km przeszłam. Wróciłam do domu szczęśliwa i wlazłam do wanny.
Brakuje mi tylko jakichś 6 km do okrągłej 300.

sobota, 25 maja 2013

Efekty biegania + diety = ...

No właśnie. Stało się.
Znaczna anihilacja krągłości. Rozciągliwość współczesnych materiałów jest zadziwiająca ;)

Porównanie (maj 2013 i czerwiec 2012). Myślę że jest nieźle. Chociaż dalej mam konkret pupcię :) Ale to akurat jest fajne. Malkontentka lubi okrągłe pupy. Suchotnikom mówię - nie!