Kosmetyki, włosy, bieganie (aktualnie mniej), konie (znów więcej) zdrowe jedzenie oraz inne ważne i mniej ważne babskie sprawy... To wszystko pisane ręką nieuporządkowanej białogłowy nieco nadgryzionej zębem czasu.
Etykiety
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odchudzanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą odchudzanie. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 13 stycznia 2015
7-8 tydzień diety
piątek, 19 grudnia 2014
5 i 6 tydzień diety/ jesień 2014
Na końcu czwartego tygodnia:
WAGA 60,7 kg
ZAŁOŻENIA DIETY:
- zero alkoholu, soli i cukru
- minimum 2litry wody (pita przez cały dzień po kilka łyków - przyspiesza metabolizm o ok 30%) i ma to być woda, a nie inne napoje
- łagodny trening
- jemy co 4 godziny z zegarkiem w łapie ;)
TYGODNIE piąty i szósty
dni 1,2,3,4,8,9,10,11
I posiłek
Pieczona pierś z kurczaka 75g
Brokuły 100g
Masło bez dodatków 1/12 kostki
(17g)
II posiłek
Pieczona pierś z kurczaka 75g
Brokuły 100g
Masło bez dodatków 1/12 kostki
(17g)
III posiłek
Pieczona pierś z kurczaka 75g
Kalafior 100g
Masło bez dodatków 1/12 kostki
(17g)
IV posiłek
Pieczona pierś z kurczaka 75g
dni 4,5,6,7,12,13,14
I posiłek
Płatki kukurydziane 40g
Mleko 2% 1 szklanka -
250ml
II posiłek
Kefir 250g
Warzywa 150g
III posiłek
Zupa (np. zupa jarzynowa jesienna
HORTEX) 180g
z piersi z kurczaka 135g
IV posiłek
Ser biały chudy 110g
Jogurt naturalny 150g
lub białko serwatkowe w formie koktajlu
Trening w tych tygodniach to 3x:
- 4 serie po 15 powtórzeń ćwiczeń na brzuch
- 20 minut truchtania (tętno do 75% Hr max)
- 60 min spaceru/marszobiegu (tętno w 1 strefie czyli pomiędzy 50% a 60% HR max).
Namalowałam drugi obraz dla Asi. W tle pozują buty zła (wg małża). Ja tam je lubię :)
Akryl na płótnie 30x40 cm.
"Przyszłość"
sobota, 6 grudnia 2014
3 i 4 tydzień diety/ jesień 2014
WAGA 61,4 kg
ZAŁOŻENIA DIETY:
Moje tygodniowe menu wygląda tak:
TYDZIEŃ trzeci i czwarty
dni 1,2,3,4, 8,9,10,11
I posiłek Pieczony karczek 75g. Warzywa (do wyboru: kalafior, brokuł, pomidor, ogórek) 100g. Olej rzepakowy 1 łyżka
II posiłek Pieczony karczek 75g. Warzywa (do wyboru: kalafior, brokuł, pomidor, ogórek) 100g. Olej rzepakowy 1 łyżka
III posiłek Pieczony karczek 75g. Warzywa (do wyboru: kalafior, brokuł, pomidor, ogórek) 100g. Olej rzepakowy 1 łyżka
IV posiłek Pieczony karczek 75
dni 4,5,6,7,12,13,14
I posiłek Kasza jaglana 20g. Truskawki 50g. Mleko 2% z prawdziwym kakao 250ml, kakao - 10g
II posiłek Jogurt naturalny 150g. Migdały 20g. Pomarańcza 100g
III posiłek Grillowany kotlet cielęcy 130g. Brokuły 130g. Oliwa z oliwek 1 łyżka
IV posiłek Sałatka warzywna: sałata, papryka czerwona, ogórek 100g, jogurt naturalny 150g
Trening w tym tygodniu to 3x:
- 4 serie po 15 powtórzeń ćwiczeń na brzuch
- 15 minut truchtania (tętno do 75% Hr max)
- 60 min spaceru/marszobiegu (tętno w 1 strefie czyli pomiędzy 50% a 60% HR max).
ZAŁOŻENIA DIETY:
- zero alkoholu, soli i cukru
- minimum 2 litry wody (pita przez cały dzień po kilka łyków - przyspiesza metabolizm o ok 30%) i ma to być woda, a nie inne napoje
- łagodny trening
- jemy co 4 godziny z zegarkiem w łapie ;)
Moje tygodniowe menu wygląda tak:
TYDZIEŃ trzeci i czwarty
dni 1,2,3,4, 8,9,10,11
I posiłek Pieczony karczek 75g. Warzywa (do wyboru: kalafior, brokuł, pomidor, ogórek) 100g. Olej rzepakowy 1 łyżka
II posiłek Pieczony karczek 75g. Warzywa (do wyboru: kalafior, brokuł, pomidor, ogórek) 100g. Olej rzepakowy 1 łyżka
III posiłek Pieczony karczek 75g. Warzywa (do wyboru: kalafior, brokuł, pomidor, ogórek) 100g. Olej rzepakowy 1 łyżka
IV posiłek Pieczony karczek 75
dni 4,5,6,7,12,13,14
I posiłek Kasza jaglana 20g. Truskawki 50g. Mleko 2% z prawdziwym kakao 250ml, kakao - 10g
II posiłek Jogurt naturalny 150g. Migdały 20g. Pomarańcza 100g
III posiłek Grillowany kotlet cielęcy 130g. Brokuły 130g. Oliwa z oliwek 1 łyżka
IV posiłek Sałatka warzywna: sałata, papryka czerwona, ogórek 100g, jogurt naturalny 150g
Trening w tym tygodniu to 3x:
- 4 serie po 15 powtórzeń ćwiczeń na brzuch
- 15 minut truchtania (tętno do 75% Hr max)
- 60 min spaceru/marszobiegu (tętno w 1 strefie czyli pomiędzy 50% a 60% HR max).
niedziela, 30 listopada 2014
2 tydzień diety/jesień 2014
WAGA 62 kg
ZAŁOŻENIA DIETY:
Moje tygodniowe menu wygląda tak:
TYDZIEŃ DRUGI
I posiłek - 4 śliwki suszone, 3 łyżki płatków owsianych, 250 g kefiru
II posiłek - 150 g grapefruita i szklanka herbaty z cytryną
III posiłek - 90 g pstrąga,180 g burak z cebulką i łyżka oliwy z oliwek do polania (nie poddajemy oliwy obróbce termicznej)
IV posiłek - 110 g chudego twarogu, 150 g jogurtu plus czosnek
trening w tym tygodniu to 3x60 min spaceru/marszobiegu (tętno w 1 strefie czyli pomiędzy 50% a 60% HR max).
ZAŁOŻENIA DIETY:
- zero alkoholu, soli i cukru
- minimum 2 litry wody (pita przez cały dzień po kilka łyków - przyspiesza metabolizm o ok 30%) i ma to być woda, a nie inne napoje
- łagodny trening
Moje tygodniowe menu wygląda tak:
TYDZIEŃ DRUGI
I posiłek - 4 śliwki suszone, 3 łyżki płatków owsianych, 250 g kefiru
II posiłek - 150 g grapefruita i szklanka herbaty z cytryną
III posiłek - 90 g pstrąga,180 g burak z cebulką i łyżka oliwy z oliwek do polania (nie poddajemy oliwy obróbce termicznej)
IV posiłek - 110 g chudego twarogu, 150 g jogurtu plus czosnek
trening w tym tygodniu to 3x60 min spaceru/marszobiegu (tętno w 1 strefie czyli pomiędzy 50% a 60% HR max).
poniedziałek, 24 listopada 2014
1 tydzień diety/jesień 2014
W zeszłym roku o tej porze ważyłam 58 kg. Dziś jestem 6 kg cięższa. Nie jest dobrze. Spodnie zaczynają trzeszczeć. Jojo 6 kilogramowe nie jest straszliwe, więc poradzę sobie z nim raz na zawsze.
Jak to drzewiej bywało ;)
Odchudzanie tura pierwsza z prawie 80 kg na ok 65 kg, odchudzanie tura druga z 68 kg na 64 kg, tura trzecia 64 kg na 57 kg, no i teraz znów 64 kg.
Tym razem udałam się do dietetyka. Program oparty jest na okresach diety - blokach. Mamy okresy jadłospisów opartych na węglowodanach, białkach, lub tłuszczach. Do tego ograniczenie kalorii.
Poza tym umiarkowany ruch.
WAGA WYJŚCIOWA 64 kg
ZAŁOŻENIA DIETY:
zero alkoholu, soli i cukru
minimum 2 litry wody (pita przez cały dzień po kilka łyków - przyspiesza metabolizm o ok 30%)
łagodny trening
Zaczęłam w sobotę. Moje tygodniowe menu wygląda tak:
TYDZIEŃ PIERWSZY
I posiłek - jajecznica z 2 jaj plus pomidor i płaska łyżeczka masła
II posiłek - 150 g łososia i 100 g warzyw niskowęglowodanowych i łyżka oliwy z oliwek do polania
III posiłek - 150 g łososia i 100 g szpinaku i łyżka oliwy z oliwek do polania
IV posiłek - 100 g twarogu z 50 g jogurtu plus szczypiorek do smaku
trening w tym tygodniu to 2x50 min spaceru (tętno w 1 strefie czyli pomiędzy 50 a 60 HR max).
Jak to drzewiej bywało ;)
Odchudzanie tura pierwsza z prawie 80 kg na ok 65 kg, odchudzanie tura druga z 68 kg na 64 kg, tura trzecia 64 kg na 57 kg, no i teraz znów 64 kg.
Tym razem udałam się do dietetyka. Program oparty jest na okresach diety - blokach. Mamy okresy jadłospisów opartych na węglowodanach, białkach, lub tłuszczach. Do tego ograniczenie kalorii.
Poza tym umiarkowany ruch.
WAGA WYJŚCIOWA 64 kg
ZAŁOŻENIA DIETY:
zero alkoholu, soli i cukru
minimum 2 litry wody (pita przez cały dzień po kilka łyków - przyspiesza metabolizm o ok 30%)
łagodny trening
Zaczęłam w sobotę. Moje tygodniowe menu wygląda tak:
TYDZIEŃ PIERWSZY
I posiłek - jajecznica z 2 jaj plus pomidor i płaska łyżeczka masła
II posiłek - 150 g łososia i 100 g warzyw niskowęglowodanowych i łyżka oliwy z oliwek do polania
III posiłek - 150 g łososia i 100 g szpinaku i łyżka oliwy z oliwek do polania
IV posiłek - 100 g twarogu z 50 g jogurtu plus szczypiorek do smaku
trening w tym tygodniu to 2x50 min spaceru (tętno w 1 strefie czyli pomiędzy 50 a 60 HR max).
piątek, 17 października 2014
piątek, 18 kwietnia 2014
Aktualizacja wagowa - kwiecień
Uważam, że samo odchudzanie nie jest najtrudniejsze. Zawsze można spiąć poślady na te kilkanaście (albo i dziesiąt) tygodni. Największym wyzwaniem jest utrzymanie wagi. Spośród moich znajomych tylko jedna osoba po schudnięciu trzyma wagę. Pozostałe wróciły do swoich poprzednich rozmiarów.
Niestety, jeśli byłaś otyła/miałaś nadwagę, to te dodatkowe kilogramy nie wzięły się z powietrza. Nie oszukujmy się. Już zawsze będziesz musiała się pilnować. A najlepiej zamiast nieprzemyślanego jedzenia wybrać inną fascynującą aktywność ;)
Muszę powiedzieć że czasem jest trudno (moi przyjaciele to głównie Hiszpanie, dla nich nie ma spotkania bez dobrego posiłku). Ale jakoś daję radę.
Przy aktualnej wadze osiągnęłam stan równowagi. Jem na tyle dużo że nie głoduję. Ale wystrzegam się słodyczy, pieczywa, zbóż, gotowych dań, nie piję soków i sklepowego płynnego badziewia.
Wymiary:
wzrost siedzącego psa, biust 94, talia 68, biodra 95.
Wymiary:
wzrost siedzącego psa, biust 94, talia 68, biodra 95.
Będę tutaj nieco rzadziej pisać. Na recenzję czeka kilka azjatków. Pianka, kilka mazideł. Znalazłam już mój BB idealny - to It's skin ślimakowo żeńszeniowy.
Aktualnie wydaję pieniądze na pędzle i farby. Mój obrazkowy blog.
niedziela, 26 stycznia 2014
Waga wagi
Waga nie jest ważna. Ważne są centymetry - powiedziałam, nieco nostalgicznie, dziś rano.
Wczoraj wciągnęłam nieprzyzwoitą ilość sałatki śledziowej. A potem zamieniłam się w wielbłąda przed wyprawą przez pustynię. Oczywiście nie porosłam włosiem, garbów też nie wyhodowałam. Piłam wodę. Piłam, piłam i końca tego picia widać nie było.
A rano waga pokazała 2 kilo więcej.
A więc nie ma co się ustrojstwem przejmować. Waga pokaże nam ogólny trend. Miłośnikom wykresów polecam zabawy na osiach. Czas, masa ciała. Rysujemy sobie wykres i wszystko widać ;)
Wrzucam przepis dla miłośników ptasiego mleczka.
Potrzebujemy:
1. Puszka skondensowanego niesłodzonego mleka o jak najmniejszej zawartości tłuszczu
2. Żelatyna (lub agar) dobrej jakości
3. Stevię
Ptasie mleczko mniejsze zuo
Podgrzewamy mleko, jak się zagotuje wrzucamy dużo (2x ilości zalecanej na daną objętość płynu) żelatyny lub agaru (ja lubię konkretne galarety, a nie jakieś gluty), stevię do smaku. Odstawiamy do ostygnięcia. Jak ostygnie ubijamy na pianę. I do lodówki. Po ok 15 minutach znów ubijamy na pianę. Odstawiamy do lodówki. I ostatnie ubijanie, powinna wyjść nam konsystencja jak ubita śmietana. Jednocześnie mieszanina musi pozostać w miarę płynna. Przekładamy wszystko gdzie chcemy (ja do foremki szklanej, ale można wykorzystać silikony do babeczek, czy czekoladek). I niech leży w lodówce do stężenia.
Wyciągamy, posypujemy kakao i wciągamy bez zbędnych wyrzutów sumienia :)
PS
dromader ma 1 garb
wielbłąd ma 2 garby
Wczoraj wciągnęłam nieprzyzwoitą ilość sałatki śledziowej. A potem zamieniłam się w wielbłąda przed wyprawą przez pustynię. Oczywiście nie porosłam włosiem, garbów też nie wyhodowałam. Piłam wodę. Piłam, piłam i końca tego picia widać nie było.
A rano waga pokazała 2 kilo więcej.
A więc nie ma co się ustrojstwem przejmować. Waga pokaże nam ogólny trend. Miłośnikom wykresów polecam zabawy na osiach. Czas, masa ciała. Rysujemy sobie wykres i wszystko widać ;)
Wrzucam przepis dla miłośników ptasiego mleczka.
Potrzebujemy:
1. Puszka skondensowanego niesłodzonego mleka o jak najmniejszej zawartości tłuszczu
2. Żelatyna (lub agar) dobrej jakości
3. Stevię
Ptasie mleczko mniejsze zuo
Podgrzewamy mleko, jak się zagotuje wrzucamy dużo (2x ilości zalecanej na daną objętość płynu) żelatyny lub agaru (ja lubię konkretne galarety, a nie jakieś gluty), stevię do smaku. Odstawiamy do ostygnięcia. Jak ostygnie ubijamy na pianę. I do lodówki. Po ok 15 minutach znów ubijamy na pianę. Odstawiamy do lodówki. I ostatnie ubijanie, powinna wyjść nam konsystencja jak ubita śmietana. Jednocześnie mieszanina musi pozostać w miarę płynna. Przekładamy wszystko gdzie chcemy (ja do foremki szklanej, ale można wykorzystać silikony do babeczek, czy czekoladek). I niech leży w lodówce do stężenia.
Wyciągamy, posypujemy kakao i wciągamy bez zbędnych wyrzutów sumienia :)
PS
dromader ma 1 garb
wielbłąd ma 2 garby
piątek, 17 stycznia 2014
Jak łatwo stracić 50 zł i 5 kilogramów
Zachęcona fejsbukowym wpisem skusiłam się na internetową konsultację z panem X. Pan X schudł ok 30 kilogramów i teraz cieszy się pięknym jędrnym ciałem, dodatkowo rzeźbionym w pocie czoła na siłowni.
Co mnie skłoniło? Cóż, po świętach zostały mi nadbagażowe kilogramy. Postanowiłam więc zakupić dietę od Pana X. A nóż czegoś ciekawego się dowiem?
Do tego miałam otrzymać wsparcie. Miałam. Bo zakończyło się na wymianie kilku wiadomości. Otrzymałam też jadłospis jednodniowy. O kaloryczności 800 kcal. Oparty na białku. Ilość węglowodanów - 19 g, tłuszcze 30 g , białko 125 g.
I to tyle. Acha i 50 złociszy poszłoooo...
Nie tak miało być. Byłam przygotowana na wyzwanie, ale nie na szaleństwo. Jeśli jesteś zawodnikiem i właśnie wytapiasz resztki tłuszczyku przez pokazem to możesz sobie pozwolić na takie akcje. Ale ja nie mam body fatu ;) na poziomie 12%, tylko 30%.
I jak zwykle musiałam zasiąść do diety sama. Wyciągnęłam starą wagę, tabelki i liczę...
Wywaliłam z menu kasze (ziemniaków i zbóż poza świętami, nie jem). Jem ok 1300 kcal (ciut poniżej mojej podstawowej przemiany materii, nawet te 1300 kcal jest ryzykowne). Do tego obcięcie węgli do 30 g (liczę tylko warzywa korzeniowe, dynię, resztę warzyw jem do oporu) i liczenie tłuszczy też do 30 g.
W ciągu tygodnia ogólna tkanka tłuszczowa zmniejszyła się z 31% do 30,4%. Jeszcze 0,6% tłuszczu i wrócę do wyglądu przedświątecznego. A potem... Potem wracam do biegania. I wybiorę się na siłownię w końcu. I umówię z trenerem na konsultacje, jak rzeźbić pupę ;)
Reasumując. Za ok 3 tygodnie powinnam wrócić do starej wagi. Szkoda tych 50 złotych, ale wydałam je na nauczkę dla siebie. Po pierwsze. Jeśli się nie pilnuję (wspomniane zboża i ziemniaki w pysznym duecie ze świeżym masełkiem, to dla mnie zuo), kg wrócą. Po drugie. Zaufaj sobie :)
PS
W dniu porodu ważyłam 93kg. Półtora roku później wlazłam na wagę, która pokazała 81 kg. Potem zaczęło się kombinowanie z dietami, a potem bieganie. I tak walcząc z upartą materią powoli obniżam masę równie upartego ciała. Zapraszam do zakładki odchudzanie. Tam jest więcej.
Co mnie skłoniło? Cóż, po świętach zostały mi nadbagażowe kilogramy. Postanowiłam więc zakupić dietę od Pana X. A nóż czegoś ciekawego się dowiem?
Do tego miałam otrzymać wsparcie. Miałam. Bo zakończyło się na wymianie kilku wiadomości. Otrzymałam też jadłospis jednodniowy. O kaloryczności 800 kcal. Oparty na białku. Ilość węglowodanów - 19 g, tłuszcze 30 g , białko 125 g.
I to tyle. Acha i 50 złociszy poszłoooo...
Nie tak miało być. Byłam przygotowana na wyzwanie, ale nie na szaleństwo. Jeśli jesteś zawodnikiem i właśnie wytapiasz resztki tłuszczyku przez pokazem to możesz sobie pozwolić na takie akcje. Ale ja nie mam body fatu ;) na poziomie 12%, tylko 30%.
I jak zwykle musiałam zasiąść do diety sama. Wyciągnęłam starą wagę, tabelki i liczę...
Wywaliłam z menu kasze (ziemniaków i zbóż poza świętami, nie jem). Jem ok 1300 kcal (ciut poniżej mojej podstawowej przemiany materii, nawet te 1300 kcal jest ryzykowne). Do tego obcięcie węgli do 30 g (liczę tylko warzywa korzeniowe, dynię, resztę warzyw jem do oporu) i liczenie tłuszczy też do 30 g.
W ciągu tygodnia ogólna tkanka tłuszczowa zmniejszyła się z 31% do 30,4%. Jeszcze 0,6% tłuszczu i wrócę do wyglądu przedświątecznego. A potem... Potem wracam do biegania. I wybiorę się na siłownię w końcu. I umówię z trenerem na konsultacje, jak rzeźbić pupę ;)
Reasumując. Za ok 3 tygodnie powinnam wrócić do starej wagi. Szkoda tych 50 złotych, ale wydałam je na nauczkę dla siebie. Po pierwsze. Jeśli się nie pilnuję (wspomniane zboża i ziemniaki w pysznym duecie ze świeżym masełkiem, to dla mnie zuo), kg wrócą. Po drugie. Zaufaj sobie :)
Pogrubiona ja
PS
W dniu porodu ważyłam 93kg. Półtora roku później wlazłam na wagę, która pokazała 81 kg. Potem zaczęło się kombinowanie z dietami, a potem bieganie. I tak walcząc z upartą materią powoli obniżam masę równie upartego ciała. Zapraszam do zakładki odchudzanie. Tam jest więcej.
sobota, 7 grudnia 2013
Pierwszy raz w życiu mam małą czarną :)
Obiecałam pomóc Amparo (niekiełznana 21 latka z Hiszpanii) w wyborze bluzki na dzisiejszy szalony wieczór (jej, nie mój). Bluzka kupiona, wychodzimy.
Prawie, bo tuż przy wyjściu, Amparo wypatrzyła małą czarną z cekinami. Chwyciła w garść i rzekła - masz to przymierzyć. Ponieważ moja droga koleżanka jest energetyczna i stanowcza, nawet nie pomyślałam o słowie sprzeciwu. Potulnie zmierzyłam. Zakupiłam i przyniosłam do domu. Bez przekonania.
Za to małż z przekonaniem zapowiedział wspólne gdzieś wyjście we trójkę. On, ja i sukienka ;)
I tak oto pierwszy raz w życiu mam przyciasną czarną sukieneczkę. Lepiej późno niż wcale. Prawda?
Prawie, bo tuż przy wyjściu, Amparo wypatrzyła małą czarną z cekinami. Chwyciła w garść i rzekła - masz to przymierzyć. Ponieważ moja droga koleżanka jest energetyczna i stanowcza, nawet nie pomyślałam o słowie sprzeciwu. Potulnie zmierzyłam. Zakupiłam i przyniosłam do domu. Bez przekonania.
Za to małż z przekonaniem zapowiedział wspólne gdzieś wyjście we trójkę. On, ja i sukienka ;)
I tak oto pierwszy raz w życiu mam przyciasną czarną sukieneczkę. Lepiej późno niż wcale. Prawda?
...gdzie mój biust?
...bo pupa jest :)
środa, 4 grudnia 2013
Kolejny dzień warzywno owocowy
Dziś nie o kosmetykach. Moje cotygodniowe dni dla urody wyglądają, na przykład, tak:
Na śniadanie warzywno owocowe polecam sałatkę z pokrojonego w ćwiartki jabłka, do tego pokrojona i obrana ze skóry dynia masłowa, sałata rzymska, ciut octu balsamicznego. Wszystko surowe.
Drugie śniadanie. Bardziej ostre w smaku. Czerwona i biała cykoria, cebulka dymka, jabłko, sól, pieprz, ocet jabłkowy.
Obiad. Zupa warzywna. Marchew, pietruszka, por, cukinia. Doprawione listkiem laurowym i zielem angielskim, garścią kurkumy, solą i pieprzem. Zmiksowane dość niedbale. Całość posypana natką pietruszki.
Kolacja. Zasmakowała mi dziś cykoria (biała i czerwona). Dorzuciłam do nich pokrojone w kostkę ugotowane buraczki i surowe jabłuszko (w sumie zjadłam w tym dniu 3 małe jabłka), do tego sól, pieprz, ocet balsamiczny.
A na koniec (a jednak nie wytrzymałam) już moje ostatnie zakupy kosmetykowe w tym roku :)
wtorek, 12 listopada 2013
Stabilizacja - dwa dni warzywno-owocowe w tygodniu
Stabilizuję wagę. Znalazłam idealny sposób. A raczej znalazła go dr Dąbrowska. Proponuje ona cykliczne przypominajki WO (na przykład 2 razy w roku po 14 dni). Albo jeden, lub dwa dni WO w tygodniu (i już bez przypominajek cyklicznych).
Wybrałam opcję nr dwa. Teraz poniedziałek i środa to moje dni. Sposób działa świetnie. Nie czuję się głodna i zmęczona. A wręcz tryskam energią. Nic mnie nie boli i w ogóle jestem w euforii. Mam też wrażenie że słynny pms się zmniejszył :)
Reszta dni tygodnia upływa na w miarę rozsądnym żywieniu. Nawet czasem zjadam pizzę (chociaż mi szkodzi nieco, ale bez przesady z tym umartwianiem się). Ostatnio odkryłam grillowaną pierś z kurczaka podaną na sałatach i owocach. Do tego ocet balsamiczny. Mrauuu... Jak chcecie to podam przepis i wrzucę zdjęcia. CHCECIE?
Wagowo. Utrzymuję 56-57 kg.
Moje przykładowe menu dnia warzywno-owocowego:
Wybrałam opcję nr dwa. Teraz poniedziałek i środa to moje dni. Sposób działa świetnie. Nie czuję się głodna i zmęczona. A wręcz tryskam energią. Nic mnie nie boli i w ogóle jestem w euforii. Mam też wrażenie że słynny pms się zmniejszył :)
Reszta dni tygodnia upływa na w miarę rozsądnym żywieniu. Nawet czasem zjadam pizzę (chociaż mi szkodzi nieco, ale bez przesady z tym umartwianiem się). Ostatnio odkryłam grillowaną pierś z kurczaka podaną na sałatach i owocach. Do tego ocet balsamiczny. Mrauuu... Jak chcecie to podam przepis i wrzucę zdjęcia. CHCECIE?
Wagowo. Utrzymuję 56-57 kg.
Moje przykładowe menu dnia warzywno-owocowego:
- rano szklanka wody i rytualna kawa ziarnista z małą ilością napoju ryżowego eko (jedyne odstępstwo, ale przecież po to mamy życie żeby czerpać z niego przyjemność)
- potem zwykle zajadam surową zieleninę; aktualnie moim ulubionym daniem śniadaniowym jest sałatka z:
- pokrojonego w kostkę winnego jabłka
- 3 średnie buraki ugotowane w mundurku, obrane po ugotowaniu i splasterkowane
- cykoria pokrojona w plastry
- szczypiorek
- ocet balsamiczny
- sól i pieprz do smaku
- na obiad zajadam zupę (zwykle w kilku mniejszych porcjach, mniej więcej co 1,5 godziny) zupy są różne, ostatnio zupa krem z dyni, zupa z cuknii, itp
- kolacja to sałatka zrobiona z suszonych pomidorów, świeżych pomidorów, sałaty, cebuli/pora, doprawiona tym na co mam ochotę
- cały dzień piję pyszne herbaty owocowe, ziołowe i zielone
I na koniec porównanie jak to było kiedyś i jak jest teraz.
wtorek, 22 października 2013
Wychodzenie z diety warzywno owocowej edycja jesień 2013
Pierwszy dzień wychodzenia z diety niestety wyszedł mi kiepsko. A to z uwagi na Freimarkt. To takie wielkie, coroczne wesołe miasteczko organizowane w Bremen na cześć nadania praw kupieckich. A ponieważ Bremen należało do Hanzy - było silnym miastem kupieckim, to i impreza jest zorganizowana z rozmachem. I chociaż Hanzy już nie ma, to impreza została (a pierwszą imprezę ludziska zorganizowali w 888 roku, to chyba najdłużej organizowana biba na świecie - muszę sprawdzić). Jak co roku, można było zjeść słynne currywursty, ryby, frytki, ciastka, pączki, precle i zapić to trunkami przeróżnymi. A potem wsiąść na karuzelę. Rozwiązanie wprost stworzone dla bulimików.
I przyznam się że skusiłam się na kawałek waty cukrowej i dwa trójkąciki pizzy. Nie źle, ale i też nie za dobrze (nietolerancje, haha, pizza to zuo dla mnie i pewnie dlatego ją uwielbiam). Na karuzelę nie wsiadłam, bo całą forsę przepuścił Bu :)
Za to ten tydzień będzie wzorowy. Jak wychodzę z diety? Dalej gotuję praworządne, owocowo-warzywne dania. Do tego kasza gryczana (fajna, bo rozgrzewa organizm). Mięsko od środy (kurczak). I od środy trochę tłuszczów.
Do tego zamierzam w tygodniu robić dwa dni czystej diety warzywno owocowej, żeby utrzymać to co mi się udało osiągnąć. A konkretnie to:
I przyznam się że skusiłam się na kawałek waty cukrowej i dwa trójkąciki pizzy. Nie źle, ale i też nie za dobrze (nietolerancje, haha, pizza to zuo dla mnie i pewnie dlatego ją uwielbiam). Na karuzelę nie wsiadłam, bo całą forsę przepuścił Bu :)
Za to ten tydzień będzie wzorowy. Jak wychodzę z diety? Dalej gotuję praworządne, owocowo-warzywne dania. Do tego kasza gryczana (fajna, bo rozgrzewa organizm). Mięsko od środy (kurczak). I od środy trochę tłuszczów.
Do tego zamierzam w tygodniu robić dwa dni czystej diety warzywno owocowej, żeby utrzymać to co mi się udało osiągnąć. A konkretnie to:
Pas
Udo
I z profilu
I jeszcze podsumowanie z okazji utraconych 10 kilogramów od momentu pierwszego tegorocznego pomiaru.
środa, 16 października 2013
No to pozamiatane... BB z Azji
Wspominałam już że zakupiłam kilka kosmetyków świeżutko z Korei? Zamierzałam uraczyć Was zdjęciami i porównaniem odcieni kremów BB Skin79 i recenzją jednego z nich... A tu pupa. Padła mi bateria w aparacie. Mogę, co najwyżej, zaprezentować swą twarz ubraną w krem BB - Skin79 The Oriental Gold Plus BB Cream SPF30 PA++
BB przeznaczony do cery starszej. Ma rozjaśniać, ochraniać i działać przeciwzmarszczkowo. Na razie jestem zadowolona, wieczorem twarz jest uspokojona i nawilżona. Krem jest nieco za różowy w tonie i na razie ciut przyjasny. Ale jestem zadowolona, pomimo tego, że kiedy przechodzę obok solarium moja osoba wywołuje niezdrowe podniecenie personelu. Pełną recenzję kremu obiecuję wkrótce. Na razie to taki mały wstęp.
A w kremie i pudrze bambusowym (oraz muśnięta różem na policzkach) prezentuję się tak. Widać, że szyja bardziej żółta i ciut ciemniejsza. Muszę doskonalić sposób nakładania, bo krem BB nakłada się inaczej niż podkład. Kiedy udoskonalę swą technikę efekt będzie na pewno lepszy.
Po 10 dniach diety warzywno owocowej zrobiłam sobie fotkę dokumentacyjną. Waga w okolicy 57 kg. I już moja właściwie docelowa. Teraz tylko chcę ujędrniać ciało. W każdym razie kg przestały spędzać mi sen z powiek.
BB przeznaczony do cery starszej. Ma rozjaśniać, ochraniać i działać przeciwzmarszczkowo. Na razie jestem zadowolona, wieczorem twarz jest uspokojona i nawilżona. Krem jest nieco za różowy w tonie i na razie ciut przyjasny. Ale jestem zadowolona, pomimo tego, że kiedy przechodzę obok solarium moja osoba wywołuje niezdrowe podniecenie personelu. Pełną recenzję kremu obiecuję wkrótce. Na razie to taki mały wstęp.
A w kremie i pudrze bambusowym (oraz muśnięta różem na policzkach) prezentuję się tak. Widać, że szyja bardziej żółta i ciut ciemniejsza. Muszę doskonalić sposób nakładania, bo krem BB nakłada się inaczej niż podkład. Kiedy udoskonalę swą technikę efekt będzie na pewno lepszy.
Po 10 dniach diety warzywno owocowej zrobiłam sobie fotkę dokumentacyjną. Waga w okolicy 57 kg. I już moja właściwie docelowa. Teraz tylko chcę ujędrniać ciało. W każdym razie kg przestały spędzać mi sen z powiek.
wtorek, 27 sierpnia 2013
Co ja tam ostatnio zjadam... i jak to wygląda treningowo
Ostatnio zanurzam się w oceanie wiedzy o posiłkach okołotreningowych. Zaprawdę, powiadam wam, meandry rzeki (tudzież oceanu) wiedzy często wyrzucają nowicjusza na ostre skały żywieniowych pułapek ;)
Ważne zasady dla szurających i chcących zgubić tłuszczyk tu i ówdzie:
Dzielę dzień na 4 posiłki:
Ważne zasady dla szurających i chcących zgubić tłuszczyk tu i ówdzie:
- W każdym posiłku niech się znajdą białko i warzywa.
- Przed szuraniem (ok godziny przed) zjedz lekko, na przykład łatwo przyswajalne białko i trochę węglowodanów (ryba na parze i brokuł i ryż brązowy).
- Po szuraniu. Jak najszybciej. Często zjadam odżywkę białkowo-węglowodanową. Ale czasem pochłonę banana. A potem jak zgłodnieję to jem obiad warzywno-białkowy
- Piję ok 2 litrów wody
- Suplementacja - zażywam preparat omega 3 i 6, magnez, wapń, spirulinę
Dzielę dzień na 4 posiłki:
- 9.00 śniadanie - kawa i odżywka białkowa, całość 300 kcal
- 13.00 posiłek I (przed bieganiem) - zazwyczaj warzywa, ryba lub drób, trochę makaronu pełnoziarnistego, ok 400 kcal
- 16.00 posiłek po bieganiu - odżywka ok 210 kcal + ew banan 120 kcal
- 20.00 posiłek II - zazwyczaj to samo co posiłek I (tak mi łatwiej wszystko ogarnąć)
Spać chodzę ok 23.00
sobota, 24 sierpnia 2013
Wegańska zupa warzywna z porową nutą, wersja light
Miałam ochotę ugotować sycącą zupę. Ale przy okazji lekką, smaczną i wyglądającą jak bomba kaloryczna (ziemniaki, śmietana). Specjalnie dla mojego malkontenckiego umysłu. Efekt. Cały 4 litrowy gar ma 240 kcal! Zupa jest na tyle smaczna że Bu zjadł bez marudzenia.
Dzielę się przepisem.
2 duże marchewki
mały kalafior
por
kalarepa
kapusta pekińska (białe części, te chrupiące)
2 łyżki bulionu warzywnego (użyłam jarzynki-eko, bez drożdży i glutaminianu sodu)
10 g oliwy (ok 2 łyżek)
mała cukinia
Pokroiłam por w plastry i podsmażyłam na oliwie, zalałam wrzątkiem, dodałam łodygę z kalafiora, całość podgotowałam do miękkości. Przestudziłam i zmiksowałam blenderem bardzo dokładnie na gładką masę (wyszła ładnie kremowa, kolor biały z nutą zielonego - pysznie smakuje i udaje zabielenie śmietaną i będzie zagęszczać).
Do gara wlałam wodę, dodałam obraną, pokrojoną w kostkę marchew i pokrojoną w kostkę kalarepę (udaje ziemniaczki), zagotowałam, dodałam bulionu, dodałam kwiat kalafiora (podzielony na małe różyczki) i pokrojoną w kostkę, obraną ze skóry cukinię oraz pokrojoną w paski białą część kapusty pekińskiej (udaje makaron). Zagotowałam. Dodałam zmiksowany por. Całość gotowałam ok 10 minut.
Dzielę się przepisem.
2 duże marchewki
mały kalafior
por
kalarepa
kapusta pekińska (białe części, te chrupiące)
2 łyżki bulionu warzywnego (użyłam jarzynki-eko, bez drożdży i glutaminianu sodu)
10 g oliwy (ok 2 łyżek)
mała cukinia
Pokroiłam por w plastry i podsmażyłam na oliwie, zalałam wrzątkiem, dodałam łodygę z kalafiora, całość podgotowałam do miękkości. Przestudziłam i zmiksowałam blenderem bardzo dokładnie na gładką masę (wyszła ładnie kremowa, kolor biały z nutą zielonego - pysznie smakuje i udaje zabielenie śmietaną i będzie zagęszczać).
Do gara wlałam wodę, dodałam obraną, pokrojoną w kostkę marchew i pokrojoną w kostkę kalarepę (udaje ziemniaczki), zagotowałam, dodałam bulionu, dodałam kwiat kalafiora (podzielony na małe różyczki) i pokrojoną w kostkę, obraną ze skóry cukinię oraz pokrojoną w paski białą część kapusty pekińskiej (udaje makaron). Zagotowałam. Dodałam zmiksowany por. Całość gotowałam ok 10 minut.
niedziela, 18 sierpnia 2013
Podsumowanie 5 tygodnia
Dziś z dużą ulgą zamknęłam tydzień biegalniczy. Na 5 km spotkałam prawdziwych biegaczy i przez km trzymałam się im na ogonie. Dobrze że skręcili bo miałam już mroczki przed oczami i tętno w okolicy 95% hr max. Dzięki temu przez pozostałe 3 km miałam taką kolkę, że wyglądałam jak ofiara biegunki (nie bolało tylko kiedy biegłam zgięta w pasie). A musiałam biec bo:
a) małż o 11 musiał wyjechać bo bierze udział w sztafecie triathlonowej
b) chciałam poszpanować
c) no i musiałam ten tydzień zamknąć.
Wczoraj w przypływie hurra-optymizmu zapisałam się na bieg miejski w Verden. Za to dziś stwierdzam, że jestem chwiejna w uczuciach i już nie chcę. Ale musztarda po obiedzie. Biegnę w przyszły piątek.
Co jeszcze - nie mam czasu na liczenie kalorii na cały dzień, to bilansuje sobie dwa posiłki do 400 kcal i dwa posiłki zastępuję das Gesunde Plus Diät Vitalkost
W praktyce wygląda to tak:
10.00 śniadanie (najwięcej węgli, zazwyczaj kasza jaglana z owocami, aktualnie faza na śliwki + ksylitol do max 400 kcal)
12.00 przekąska kawa z mlekiem ryżowym (50 kcal)
13.00 - 14.30 trening (bieganie naprzemiennie z "a co tam mi przyjdzie do głowy")
15.00 Vitalkost (204 kcal)
19.00 kolacja (max 400 kcal) raczej mięso/ryba z warzywami
21.00 Vitalkost (204 kcal)
Do tego zjadam olej rybi w kapsułce, spirulinę i wit z grupy B oraz magnez. Jak jestem głodna to dodaję sobie w międzyczasie przekąski. Owoc, warzywo, albo w fazie Fressatacke - batonik proteinowy (45% białka).
Całe menu dzienne to ok 1300 -1400 kcal (z ew przegryzkami 1600 kcal).
a) małż o 11 musiał wyjechać bo bierze udział w sztafecie triathlonowej
b) chciałam poszpanować
c) no i musiałam ten tydzień zamknąć.
Wczoraj w przypływie hurra-optymizmu zapisałam się na bieg miejski w Verden. Za to dziś stwierdzam, że jestem chwiejna w uczuciach i już nie chcę. Ale musztarda po obiedzie. Biegnę w przyszły piątek.
Taką piękną tabelkę wykonałam. Po prawej są opisane oznaczenia kolorów :)
Co jeszcze - nie mam czasu na liczenie kalorii na cały dzień, to bilansuje sobie dwa posiłki do 400 kcal i dwa posiłki zastępuję das Gesunde Plus Diät Vitalkost
W praktyce wygląda to tak:
10.00 śniadanie (najwięcej węgli, zazwyczaj kasza jaglana z owocami, aktualnie faza na śliwki + ksylitol do max 400 kcal)
12.00 przekąska kawa z mlekiem ryżowym (50 kcal)
13.00 - 14.30 trening (bieganie naprzemiennie z "a co tam mi przyjdzie do głowy")
15.00 Vitalkost (204 kcal)
19.00 kolacja (max 400 kcal) raczej mięso/ryba z warzywami
21.00 Vitalkost (204 kcal)
Do tego zjadam olej rybi w kapsułce, spirulinę i wit z grupy B oraz magnez. Jak jestem głodna to dodaję sobie w międzyczasie przekąski. Owoc, warzywo, albo w fazie Fressatacke - batonik proteinowy (45% białka).
Całe menu dzienne to ok 1300 -1400 kcal (z ew przegryzkami 1600 kcal).
czwartek, 1 sierpnia 2013
Pokonana z wykałaczką
Zabrałam się za to insanity porwana nazwą. I niestety.
Moja wykałaczka nie podołała słońcu. Bo to, co sobą sportowo reprezentuję, to nawet nie jest łopata. To nawet nie stylisko. To marna drzazga.
Z podkulonym ogonem wróciłam do swojego miejsca w szeregu. Zamieniłam ćwiczenia na Jillian Michaels:
30 Day Shred: Level 1
6 Week Six-Pack Abs Workout: Level 1
Biegowo, realizuję plan z ozorem na wierzchu. Ostatnie bieganie wg pulsometru (tętno do 172) dało mi tak w kość, że się ledwo doczołgałam do domu. Dzisiaj zamieniłam bieganie z soboty. W sensie w sobotę biegnę to co w czwartek. A dziś to co w sobotę.
Dietowo przeprowadziłam eksperyment. Natknęłam się na książkę "Dlaczego Tyjemy" - Gary Taubes.
Pan autor udowadnia, że za tycie odpowiedzialna jest insulina. I jeśli tylko ustabilizujemy jej poziom, to tyć nie będziemy. Czyli jemy mało cukrów, dużo białek i tłuszczy. No to ja, na fali entuzjazmu (niestety fala okazała się być falą tsunami). Ograniczyłam węgle do 30 gramów na dzień. I radośnie niczym świnka zaczęłam zajadać się mięskami, serami i innymi wysokoenergetycznymi produktami.
Po tygodniowej kontroli wagi, okazało się że mój pomysł przyprawił mi dodatkowe 1,5 kg. Super, powiadam, super pomysł miała Malkontentka. Policzyłam na kolanie. Codziennie zjadałam lekko ponad 4000 kcal. To sobie poszalałam ;)
Wracam więc do mojego żmudnego liczenia każdej marnej kalorii oraz pilnowania ogólnego spożycia węglowodanów na jak najniższym, nierzutującym na kondycji, poziomie.
W skrócie w moim menu będą gościć:
Moja wykałaczka nie podołała słońcu. Bo to, co sobą sportowo reprezentuję, to nawet nie jest łopata. To nawet nie stylisko. To marna drzazga.
Z podkulonym ogonem wróciłam do swojego miejsca w szeregu. Zamieniłam ćwiczenia na Jillian Michaels:
30 Day Shred: Level 1
6 Week Six-Pack Abs Workout: Level 1
Biegowo, realizuję plan z ozorem na wierzchu. Ostatnie bieganie wg pulsometru (tętno do 172) dało mi tak w kość, że się ledwo doczołgałam do domu. Dzisiaj zamieniłam bieganie z soboty. W sensie w sobotę biegnę to co w czwartek. A dziś to co w sobotę.
Dietowo przeprowadziłam eksperyment. Natknęłam się na książkę "Dlaczego Tyjemy" - Gary Taubes.
Pan autor udowadnia, że za tycie odpowiedzialna jest insulina. I jeśli tylko ustabilizujemy jej poziom, to tyć nie będziemy. Czyli jemy mało cukrów, dużo białek i tłuszczy. No to ja, na fali entuzjazmu (niestety fala okazała się być falą tsunami). Ograniczyłam węgle do 30 gramów na dzień. I radośnie niczym świnka zaczęłam zajadać się mięskami, serami i innymi wysokoenergetycznymi produktami.
Po tygodniowej kontroli wagi, okazało się że mój pomysł przyprawił mi dodatkowe 1,5 kg. Super, powiadam, super pomysł miała Malkontentka. Policzyłam na kolanie. Codziennie zjadałam lekko ponad 4000 kcal. To sobie poszalałam ;)
Wracam więc do mojego żmudnego liczenia każdej marnej kalorii oraz pilnowania ogólnego spożycia węglowodanów na jak najniższym, nierzutującym na kondycji, poziomie.
W skrócie w moim menu będą gościć:
- białko zwierzęce i ryby
- warzywa
- tłuszcze roślinne
- jaja przepiórcze
- i (jak zajdzie potrzeba) kasze
I jeszcze specjalnie dla Was kolorowa tabelka treningowa. Na zielono zrobione.
niedziela, 28 lipca 2013
Hardcore dopiero się zacznie!
Ha, dostałam w prezencie Insanity.
To zestawy ćwiczeń oparte na interwałach. Będzie ciekawie :)
Jutro robię test (będzie pot, krwi i łez nie przewiduję).
Program jest rozpisany na 6 dni w tygodniu, ćwiczy się ok godziny. Z uwagi na to że biegam, rozdzieliłam Insanity pomiędzy biegania. Liczę że poprawię siłę mięśni i wytrzymałość. No i wzmocnię ramiona.
Na zielono plan wykonany :)
Tabelka jest jasna (cyferki typu "156-172" to moje tętno, 5' 5 minut biegu przy tętnie x)?
To zestawy ćwiczeń oparte na interwałach. Będzie ciekawie :)
Jutro robię test (będzie pot, krwi i łez nie przewiduję).
Program jest rozpisany na 6 dni w tygodniu, ćwiczy się ok godziny. Z uwagi na to że biegam, rozdzieliłam Insanity pomiędzy biegania. Liczę że poprawię siłę mięśni i wytrzymałość. No i wzmocnię ramiona.
Na zielono plan wykonany :)
Tabelka jest jasna (cyferki typu "156-172" to moje tętno, 5' 5 minut biegu przy tętnie x)?
sobota, 27 lipca 2013
Małż się wytapia a ja na zielono się noszę
Mąż
dziś walczy ze ćwiarteczką Ironmena. Mam nadzieję że się nie ugotuje,
bo ma tam 34 stopnie. Pocieszam go, że w Kona też takie upały są, niech
się hartuje. Ja siedzę w domku i popijam mrożoną zieloną herbatę. Nie
mam ambicji być żelazną dziewczynką. Na razie, bo kiedyś... kto wie?
W tym tygodniu wszystkie zaplanowane aktywności są wykonane, poza dzisiejszym bieganiem, które z racji braku męża odkładam na jutro (nie to że bez męża nie biegam, po prostu ktoś musi dzieciaka popilnować).
Obmierzyłam się centymetrem. Pomiar niezbicie pokazał, że moja talia wynosi 68 cm. Najlepsze jest to że kiedyś moje udo miało tyle w obwodzie...
W tym tygodniu wszystkie zaplanowane aktywności są wykonane, poza dzisiejszym bieganiem, które z racji braku męża odkładam na jutro (nie to że bez męża nie biegam, po prostu ktoś musi dzieciaka popilnować).
Obmierzyłam się centymetrem. Pomiar niezbicie pokazał, że moja talia wynosi 68 cm. Najlepsze jest to że kiedyś moje udo miało tyle w obwodzie...
Z okazji 70% wyprzedaży kupiłam krótkie spodenki i bluzeczkę.
I porównanie przodu.
czerwiec 2012 lipiec 2013
Subskrybuj:
Posty (Atom)










